Z żółtej karteczki do Gimpa

Czyli jak ćwiczyłam kolorowanie i cieniowanie.

Pewnego dnia w pracy przez pół dnia miałam do czynienia z programami, które przez kilka minut ładowały pliki. W czasie tych przestoi, po przeczytaniu wiadomości, fejsbuka i prognozy pogody, postanowiłam skorzystać z żółtych karteczek, które leżały pod ręką i sprawdzić, czy potrafię coś sama narysować. Nawiasem mówiąc, była to najciekawsza rzecz, jaką do tej pory tam robiłam. 🤨 Poczułam się trochę jak dziecko rysujące po kryjomu. Byłam skuteczna, chyba nikt nie zauważył. Za to przemyciłam moje rysunki do domu i jak w końcu dotarłam do komputera to postanowiłam pobawić się w kolorowanki.

Narysowałam kurkę wodną, czyli kokoszkę. To chruściele, gatunek wodny. Nikomu nie wadząc żyją sobie spokojnie w parkowych sadzawkach, bagienkach, małych jeziorach. Trzeba wiedzieć czego się szuka, żeby je wypatrzyć, bo są bardzo płochliwe. Ja akurat wiem i szukam tych małych piękności przy każdej możliwej okazji.

Wracając do tematu, obrazek zeskanowałam. Potem przy pomocy mojej ulubionej „tajnej funkcji”, której długo szukałam i którą sobie wymarzyłam, nie wiedząc jeszcze czego szukam, zrobiłam sobie kolorowankę. No dobra, powiem co to za funkcja: progowanie, w zakładce „kolory”. Dzięki temu pozbywam się nadmiarowych kolorów.

Różne elementy podzieliłam na osobne warstwy: kokoszka, woda, rośliny i dodałam im maski. Ale nie batmana ani klauna, tylko maski warstw. To kolejna czarna magia, z którą sama nie czuję się jeszcze zbyt pewnie. Jak znajdę kiedyś czas i ochotę, to napiszę z czym to się je.

Wreszcie pokolorowałam, trochę kubełkiem, trochę ołówkiem, trochę aerografem. I tym razem postanowiłam pobawić się w cieniowanie. To tak jak w pewnym momencie człowiek odkrywa, że przy rysowaniu ołówkiem na kartce można pobawić się w cieniowanie. Wtedy nagle z małego Jasia rysującego patyczaki robi się niemal Matejko. Może nieco wyolbrzymiłam, ale coś w tym na prawdę jest. I ja tym razem postanowiłam nieco wydorośleć i dodałam mojej kurce trochę światła i cienia. Na koniec użyłam rozmywania, żeby trochę zmienić ostrość w niektórych miejscach.

Wydaje mi się, że wyszło spoko. Jak na malarza, który ma za płótno żółtą karteczkę , a za pędzel niebieski długopis.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.